Noc była a sen nie nadchodził
na parapecie wsparta za oknem świata wypatruję
od oddechu mgiełka na szybie osiadła
ja na tej mgiełce coś tam sobie rysuję
Bajkowo jakby i bardzo uroczyście
wolniutko śniegu płatki wirowały
zadumana brodę na dłoni podparłam
a do głowy myśli...te! myśli kołatały
Natrętnie! nachalnie i z wielkim uporem
a księżyc zdrajca prowokował zza chmury
arogancko nos zadarłam!z prychnięciem!
a wzrok mi leciał do góry....i do góry...
Rankiem słychać było skrzenie śniegu
a ja czekałam na twoje..."dzień dobry kochanie"
przyszedłeś do mnie ... jak zawsze ! z uśmiechem
i już! spod powiek od razu uleciało spanie
Chwila rozmowy...jakieś słodkości
i baju baj serdeczne paplanie
cieszyliśmy się! ze swojej bliskości
bo wiesz? ... lubię gdy jesteś blisko kochanie
Humor mam dobry! a jeszcze lepszy będzie!
śmiejesz się! cóż chodzi ci po głowie?
oj tam! nic takiego! kąpiel sobie szykuję!
a potem.... a nie powiem ja tego tobie!
W puchatym szlafroku znów obok ciebie siadam
rozgrzana pachnącą kąpielą
śmiejemy się ...ja gadam i gadam
i tylko poły tego szlafroka nas dzielą
Miłe chwile zakłóca pragnienie spaceru
śnieg wabi bielą nieskażoną
buciki pochylona już prędko zakładam
i już wychodzę w tę biel wymarzoną
Policzki od razu wiatr chłodno popieścił
krok za krokiem wolno się przechadzam
w dłoni trzymam telefon...ja bez niego nie wychodzę!
i powoli coraz bardziej dusza mi się wypogadza
Dźwięk jeden ...a potem drugi
uśmiecham się i coraz wolniej spaceruję
tak krótko mnie nie ma...ty już tęsknisz
a ja? rozmarzona patrzę jak śnieg wokół mnie wiruje
"Płoń dla mnie na tym śniegu"...drgnęło gwałtownie ucho zaskoczone
krew trysnęła na blade policzki moje
zaświeciły blaskiem oczy...z lekka zamglone
i płatki śniegu chłodnym otoczyły mnie konwojem
Jakby szpaler z gwiazdek mnie otulił
wiele bym dała by szybko wrócić do Ciebie
mówisz mi nie!...płoń na tym śniegu!!!
spacer czy powrót?...sama już nie wiem!
Piszę Ci że tęsknie do twoich dłoni
a ty mi "chcę byś w pełni czuła"....
już pąs różowy dosięgnął moich skroni
i nade mną zawisła zmysłowa kopuła...
Idę wolno...wolniej...chodniki nawet dobrze odśnieżone
a potykam się jakby zaspami były
piszesz "pragnę cię, chcę posiąść cię całą"
a mnie...a mnie znów kroki się pomyliły
“Jak ja twój a ty moja, a potem jednym się staniemy”
szept twój pali już ogniem szalonym
"będziesz wszystkim"....przed oczami nie widzę już białej ziemi
i tylko ciebie widzę wzrokiem zamglonym
Nie biegłam...a oddech mam przyspieszony
“nie ma ciebie, nie ma mnie!będzie jedno szczęście”
potknęłam się!upadłam w ten puch biały rozrzucony
i śniegu puszystego miałam pełne garście
Wiem przecież że śnieg nie grzeje! lecz chłodzi!
to czemu parzą mnie kurczowo zaciśnięte dłonie?
po chodnikach odśnieżonych nie umiem chodzić!
koniec! wracam do ciebie!....bo ogień płonie...
W progu z pośpiechem mój płaszczyk biały
ściągałeś...w kąt rzucone ośnieżone buciki
śmieję się! radośnie! gdy czapkę mi zdejmujesz
i złościsz się gdy zaczepiła o kolczyki!!!
Pocałunkiem wędrujesz wzdłuż mego ramienia
niespokojne błądzą twoje dłonie....
na rękach mnie niesiesz ...do nieba..., do spełnienia!
a ogień? a ogień płonie ...i płonie......
-
ponuryoptymistaII:
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (1) ›